sobota, 31 stycznia 2026

Wielki apostoł biednej młodzieży

 31 stycznia

Święty Jan Bosko, prezbiter

https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/01-31.php3Wr 

***



Apostoł ubogiej młodzieży 


1. We śnie swoją misję widzi

mając 9 lat dopiero.

Napewno tych młodych ludzi?

to będzie jego karierą. 


2. Jako kuglarz głosi Boga

przez modlitwę, śpiew pobożny.

Prawda była mu tak droga,

młody, ale jak ostrożny. 


3. Spotkał młodzieńca-sierotę

zapuszczonego moralnie.

Gromadził taką biedotę,

której dawał zatrudnienie. 


4. Gromadzi na Eucharystii

przy rozrywce uczy wiary.

Na ulicy nie w zakrystii. 

Godzien nawet dziś pochwały.


+SYNU BOGA ŻYWEGO

Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego” to centralne wezwanie Modlitwy Jezusowej, wyznanie wiary w bóstwo Jezusa oraz wezwanie do miłosierdzia. Pochodzi z biblijnego wyznania Piotra (Mt 16,16) i jest stosowane jako modlitwa serca oraz akt strzelisty w tradycji chrześcijańskiej. 
Kluczowe informacje:
Forma modlitwy: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”.
Pochodzenie: Słowa Szymona Piotra: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego” (Ewangelia Mateusza 16:16).
Znaczenie: Określenie „Syn Boga żywego” podkreśla wyjątkowe, rzeczywiste synostwo Jezusa oraz Jego rolę jako Mesjasza.
Praktyka: Modlitwa ma na celu zjednoczenie z Bogiem, otoczenie myślami i słowami światłem oraz prośbę o zmiłowanie. 
Modlitwa ta jest często używana w codziennym życiu duchowym, zwłaszcza w tradycji wschodniej, jako krótkie, powtarzalne wezwanie. 





https://youtu.be/9yiRv7ZuddM?si=oHXid0y71w38lYaS

 https://share.google/HWQqYrg10rN5DGHcw

Źródło: YouTube https://share.google/c0ucH0BCnE07G1SDR

 +SYNU BOGA ŻYWEGO 


1. Synu Boga Żywego, Panie,

Abba, Ojcze Jezu Chryste.

Czy serce moje jest w stanie

słyszeć Twe Serce Przeczyste? 


2. Boże, Duszo mojej duszy, 

w Której mam swoje mieszkanie.

Czym Serce Twe me poruszy,

bym usłyszał głos, pukanie? 


3. Abba, Tatusiu Nasz Boski,

jak do Samuela, przemów,

okaż Swej Ojcowskiej troski.

Tylem w Słowie słyszał Twych mów,

nie słyszałem żywej głoski. 


4. Przecież serca JESTEŚ Niebem,

jeśli zechcesz w Nim usłyszę.

Dusza żyje Słowa Chlebem,

niech Go choć raz w duszy słyszę. 


5. Zrobię, co uznam za słuszne,

dusza ucho swe nastawi,

oby było Ci posłuszne,

Boska Cisza resztę sprawi. 

piątek, 30 stycznia 2026

Bóg. Honor. Ojczyzna.

 Rząd, który dziś sprawuje władzę, nie działa w interesie Polski. Realizuje wolę obcych ośrodków — Niemiec i struktur Unii Europejskiej — zamiast służyć własnemu narodowi. Polska staje się wasalem, a suwerenność jest oddawana krok po kroku. 

Historia uczy, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Jeśli dziś zignorujemy zagrożenie, jutro możemy obudzić się w nowej formie zniewolenia — pod inną nazwą, lecz z tym samym skutkiem: utratą wolności, tożsamości i prawa do decydowania o sobie.

To jest moment próby. Moment, w którym trzeba się obudzić, nazwać rzeczy po imieniu i powiedzieć „dość”. Polska musi pozostać Polską — nie prowincją cudzych interesów. 

Bóg. Honor. Ojczyzna.

To nie hasła — to zobowiązanie.🇵🇱. 

***



+Bóg. Honor. Ojczyzna.


1. Polska silna się ostoi

na chrześcijańskich korzeniach,

taka co się Pana boi

i nie jest w obcych kieszeniach. 


2. Morze KRWI za nią przelano,

życie oddawali młodzi. 

Kto dziś Polskę mą ocali,

gdy Unia Ją karze, głodzi?! 


3. Za te unijne srebrniki 

i apanaże brukselskie

sprzedali prawie pół Polski

mając w klapie serca polskie. 


4. Serduszka na piersiach noszą,

w barwach polskich dla zmylenia.

Takie piękne słówka głoszą,

każde jedno bez znaczenia. 


5. Co komu obiecać szkodzi,

przecież to nic nie kosztuje. 

Szkoda, że to robią młodzi.

Zdradzają największe szuje!!! 


6. Wróg podzielił tak Polaków

przez media sobie posłuszne.

Żal mi tych "wasser" Polaków,

bo serca mają bezduszne. 


7. Europejczyk, kto to taki,

bez narodu, żadnej dumy?

Polak nie jest "byle jaki".

Tamten serce ma, jak z gumy, 


8. które polskość wymazuje.

Panowie kosmopolici,

tak żyć na kredyt pasuje?!

Godni żalu autokraci.

+Obóz NKWD Trzebuska

Obóz NKWD Trzebuska – obóz koncentracyjny zorga5nizowany przez NKWD w sierpniu 1944 roku w pobliżu Sokołowa Małopolskiego dla pojmanych polskich żołnierzy Armii Krajowej, dezerterów sowieckich i cywilów. Działał do połowy listopada 1944 roku. Podczas likwidacji obozu w październiku 1944 roku część więźniów wywieziono na Sybir, a część została stracona w lasach pod pobliską miejscowością Turzą. Miejsce egzekucji nazwano „Małym Katyniem”.

Historia

Obóz został zorganizowany niemal natychmiast po wkroczeniu sowietów do miejscowości 26 lipca 1944 roku, będąc poszerzeniem aresztu śledczo-wydobywczego, i miał pomieścić liczne osoby podejrzane o wrogość wobec ZSRR zatrzymane na terenach zdobytych przez 1 Front Ukraiński pod dowództwem Iwana Koniewa[1].

Uruchomiony z osadzeniem pierwszych więźniów już 15 sierpnia 1944 roku, miał formę pięciu ziemianek będących prostokątnymi dołami 6 na 4 m, o głębokości ponad 2 m, zabezpieczonymi od osunięć drewnianymi okrąglakami i zadaszonymi ponad poziomem ziemi z jedynym otworem w dachu, przez który był dostęp do drabiny wpuszczanej w dół; otwór ten był jednocześnie jedynym źródłem świeżego powietrza. Obszar obozu zajmował ok. 50 arów na pastwisku gminnym we wsi Trzebuska, który wraz z całym terenem aż do rzeki ogrodzono wysokim na ponad 2 m podwójnym płotem z drutu kolczastego. Straż pełnili żołnierze jednostki NKWD z psami[2].

Stojący w środku obozu budynek Domu Spółdzielczego również przystosowano do celów więzienia, zabijając okna deskami i wycinając w drzwiach okrągłe wizjery do podglądu. Tak tu, jak i w ziemiankach rozrzucono na podłogi siano z wielkiego stogu pośrodku pastwiska, na którym spali więźniowie stłoczeni tak, że musieli się układać do snu, leżąc bokiem.

Więźniowie

Każda z ziemianek mieściła około 20 ludzi, zaś w Domu Spółdzielczym stłoczono w czterech pomieszczeniach około 150–200 więźniów. Przebywali oni w obozie na ogół krótko, mianowicie około jednego miesiąca, co określa liczbę około 250 ludzi przetrzymywanych jednocześnie ludzi, zaś w ciągu całego działania obozu przebywało w nim około 1700–2000 osób. Oficerowie NKWD zamordowali w obozowym miejscu kaźni, w lesie we wsi Turza, około 300 osób[3].

Więźniami byli głównie AKowcy należący do Podokręgu Rzeszowskiego AK pojmani podczas akcji „Burza”, w szczególności uczestnicy powstania lwowskiego oraz śpieszący na odsiecz powstaniu warszawskiemu. Prócz nich więziono tu m.in. dezerterów z Armii Czerwonej i z Ludowego Wojska Polskiego.

Los więźniów obozu

Celem obozu było szybkie zakorzenienie władzy sowieckiej, którą Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) uprawnił do wydawania i wykonywania wyroków na terenach zdobytych. Odosobnieni więźniowie byli przesłuchiwani od kilku do kilkunastu godzin w obejściach pobliskich obozowi, z których NKWD przeważnie wysiedliło właścicieli, po czym więźniowie nie wracali już do ‘swoich’ miejsc, lecz albo do innych albo do ziemianki numer dwa, gdzie oczekiwali na śmierć. Wielu wcielano przymusowo do Armii Berlinga. Oficerów najczęściej zsyłano w głąb ZSRR. Przesłuchania odbywały się z udziałem enkawudzistów z załogi obozu oraz przyjeżdżających najczęściej w czwartki enkawudzistów z Sokołowa Małopolskiego. Również w czwartki najczęściej odczytywano wyroki przez otwartą klapę włazu ziemianki, a na miejsce kaźni ofiary wywożono już ze skrępowanymi z tyłu rękami ciężarówkami do lasków Turzy (ok. 3 km od obozu), gdzie mordowano ich obnażonych strzałem w tył głowy albo, dla oszczędności nabojów, przez poderżnięcie gardła, często obwiązanego strzępami ubrania, aby zmniejszyć krwawienie. Zamordowanych układano warstwami we wcześniej wykopanych dołach i zakopywano, zacierając ślady[4].

Koniec obozu

AK nagłośniło działanie obozu w Trzebusce – Turzy ulotkami rozrzuconymi po okolicy, co najpewniej spowodowało przyjazd Iwana Koniewa, po którego rozmowie z komendantem obozu (tytułowanym „pułkownikiem kompanijnym”) obóz zlikwidowano, zacierając wszelkie ślady materialne. Pierwszych odgrzebań mogił pomordowanych dokonało AK jeszcze w 1944 roku, potwierdzając wcześniejsze doniesienia o szczegółach tego ludobójstwa, zaś na początku lat 90. XX wieku ekshumowano 5 mogił, w których odkryto szczątki 17 osób. Tożsamość niektórych zamordowanych udało się potwierdzić, m.in. 3 żołnierzy placówki AK w Ropczycach[5].

Śledztwo IPN 

***

***

Ob https://share.google/7FSfSf48GMjrBhv1i

***

Ź https://share.google/v9KvssLoqFR1wWgkn

***

Ź https://share.google/ydHLuHzI9M2ZDoLw1

***

Źródło: YouTube https://share.google/0vkV9hbEdPBpZZZyS

***





+Obóz NKWD Trzebuska  


Nie można tego zapomnieć,

co robili bolszewicy.

Zabitych w sercu swym wspomnieć. 

Co dziś czynią ci z Lewicy?


Przez pamięć pomordowanych,

nie dajmy wiary swej pogrześć.

Z dala od zdeprawowanych

i tym pomordowanym cześć.

środa, 28 stycznia 2026

Włochy - Divino Amore - PEREGRINUS https://share.google/ioBWQSuY9gPys *** GRINUS • O nas • Trasy • Alfabetycznie • Nowości • Dziedzictwo Chrześcijaństwa • Powrót na dalekie szlaki • Pielgrzymki krajowe • Sanktuaria Maryjne • Szlaki Apostolskie • Szlaki Biblijne • Szlaki Misyjne • Terminy • Warunki • Warunki uczestnictwa • Ogólne warunki ubezpieczenia • Artykuły • O naszych trasach • Sanktuaria • Na świecie • W Polsce • Święci • Kontakt • Zgłoszenie Home  »  Na świecie   »   Włochy – Divino Amore Włochy – Divino Amore Ks. Sylwester Gaworek Na niewielkim wzgórzu, w odległości zaledwie kilkunastu kilometrów od Rzymu, w pobliżu miejscowości Castel di Leva wznosi się najbardziej chyba znane obecnie w całym regionie Lacjum sanktuarium maryjne, poświęcone Matce Bożej Miłości. Kiedyś, w odległej przeszłości, znajdował się tu średniowieczny zamek wybudowany pod koniec XIII wieku przez rodzinę Savelli. Niestety, wraz z upływem czasu budowla ta coraz bardziej traciła na znaczeniu, aż w końcu popadła w kompletną ruinę. Stało się tak być może dlatego, że tereny wokół zamku nie były zbyt atrakcyjne, zwłaszcza pod względem gospodarczym, zupełnie bowiem nie nadawały się do uprawy. Tym prawdopodobnie należy tłumaczyć fakt, że w pobliżu zamku nie powstała żadna większa osada. Jedynie w okresie zimowym, kiedy okoliczne wzgórza pokrywały się świeżą zieloną trawą, pojawiali się tu pasterze wraz z licznymi trzodami owiec, które mogli w tym czasie wypasać do woli. Fresk z baszty zamkowej W ciągu lat utarł się bardzo piękny zwyczaj, zgodnie z którym pasterze owi od czasu do czasu gromadzili się na wzgórzu w pobliżu ruin zamkowych, aby oddawać cześć Matce Jezusa, głównie odmawiając wspólnie modlitwę różańcową. To właśnie wyobrażenie Madonny widniało na murze jednej z baszt zamkowych, która – w odróżnieniu od pozostałych, a było ich sześć albo osiem – nie uległa zniszczeniu, lecz zachowała się niemal w całości. Fresk znajdujący się po zewnętrznej stronie muru przedstawiał Matkę Bożą siedzącą na tronie, z Dzieciątkiem Jezus na prawym ramieniu, dwóch aniołów stojących po lewej i po prawej stronie Maryi oraz gołębicę, symbol Ducha Świętego, zstępującą na Matkę Zbawiciela. Jak mówi teologia, Duch Święty jest uosobieniem miłości Boga, może więc dlatego postać Maryi z malowidła zamkowego otrzymała, zresztą całkowicie spontanicznie, tytuł Madonny Bożej Miłości. Sam fresk, według skrupulatnych badań przeprowadzonych przez prof. Carlo Del Yecchio, został namalowany na przełomie XIII i XIV wieku przez nieznanego artystę należącego najprawdopodobniej do słynnej rzymskiej szkoły Piętro CavaIliniego, tego samego, którego krytyka nowożytna uznała za duchowego mistrza Giotta. Dziś dzieło owego bezimiennego malarza, po niedawnej restauracji, przedstawia się oczom pielgrzymów w całym swoim pięknie i splendorze, choć – mimo osobliwego uroku – raczej trudno je zaliczyć do wielkich arcydzieł włoskiego malarstwa. Cud Wiosną 1740 roku wydarzył się w pobliżu ruin zamkowych fakt nadzwyczajny, który zadecydował o przyszłości tego miejsca. Otóż pewien człowiek udający się z pieszą pielgrzymką do Rzymu zgubił drogę właśnie w okolicach Castel di Leva. Zobaczywszy w oddali jakieś zabudowania na szczycie wzgórza, udał się w ich kierunku z nadzieją na pomoc w odnalezieniu drogi. Niestety, gdy zbliżył się do ruin zamkowych, został nagle zaatakowany przez sforę rozwścieczonych psów, należących do pasterzy, które z pewnością zagryzłyby nieszczęśnika na śmierć, gdyby nie cudowna interwencja Matki Bożej. W chwili bowiem największej rozpaczy, gdy stracił już wszelką nadzieję na uratowanie, człowiek ów ujrzał podobiznę Madonny na murze ocalałej wieży i natychmiast pod wpływem silnego impulsu wewnętrznego zwrócił się do Niej z błagalnym wezwaniem. Zaledwie rozbrzmiał w powietrzu jego desperacki okrzyk, szarpiące go psy odstąpiły jak na komendę, jakby pod wpływem jakiejś tajemniczej siły. Uratowany ze śmiertelnego niebezpieczeństwa pielgrzym nie miał najmniejszych wątpliwości, że ocalenie zawdzięcza Matce Najświętszej, czego nie omieszkał oznajmić entuzjastycznie wszystkim ludziom mieszkającym w okolicy i tym, których spotkał później w drodze do Wiecznego Miasta. To pod wpływem jego radosnego i pełnego wdzięczności świadectwa wieść o cudownym wizerunku Madonny szybko rozniosła się po całej okolicy i dotarła aż do samego Rzymu. W efekcie spontanicznie powstał bardzo intensywny ludowy ruch pielgrzymkowy. Do Castel di Leva z dnia na dzień zaczęły przybywać coraz liczniejsze rzesze ludzi. Wchodzili oni na wzgórze zamkowe z zapalonymi świecami, z kwiatami, aby modlić się u stóp Matki Bożej Miłości. O szczególne wstawiennictwo zwracały się do Niej zwłaszcza te osoby, które znajdowały się w trudnym czy wręcz beznadziejnym położeniu. Jak wynika ze starych podań, cud z wiosny 1740 roku był tylko pierwszym z całej serii. Aby uporządkować szybko i żywiołowo rozszerzający się kult wizerunku, władze kościelne w osobie wikariusza Rzymu kard. Giovanniego Guadagni zadecydowały o przeniesieniu fresku z wieży zamkowej w Castel di Leva do niewielkiego kościółka S. Maria ad Magos, znajdującego się w posiadłości ziemskiej Falcognane, mniej więcej dwa kilometry od Castel di Leva. Pięć lat później cudowny wizerunek Madonny powrócił na pierwotne miejsce, ale już nie na mur wieży, lecz do nowego kościoła wybudowanego na miejscu ruin zamkowych. Świątynia została uroczyście konsekrowana 31 maja 1745 roku przez kard. Rezzonico – później papieża Klemensa XIII. Prawie 150 lat potem, dokładnie 13 maja 1883 roku, Kapituła Rzymska dokonała aktu koronacji wizerunku Madonny Bożej Miłości. Paradoksalnie akt koronacji nie ożywił znacząco życia religijnego w sanktuarium i wokół niego, wręcz przeciwnie, właśnie pod koniec XIX i na początku XX wieku sanktuarium w Castel di Leva przechodziło okres głębokiej dekadencji. „L Osservatore Romano” z 30 maja 1931 roku ręką doktora Guido Guida tak oto opisuje ów stan upadku, w którym znalazło się sanktuarium Matki Bożej Miłości: „W kwietniu 1930 roku znalazłem sanktuarium w bardzo smutnym położeniu. W dniach pogodnych wydawało się ono ruiną, wspomnieniem. (…) Było zimne, zadymione, milczące, ciemne: bardziej cmentarz niż sanktuarium. (…) Wszystko znajdowało się w stanie rozkładu (…) sterty śmieci wokół kościoła, a także w pobliżu ołtarza Madonny. (…) W samym kościele brak czystości i porządku, (…) niemiły zapach wokół i napisy na ścianach świątyni…” Stan opuszczenia i zaniedbania zachęcał wręcz do aktów wandalizmu i grabieży. Tak też się stało. W czerwcu 1930 roku podczas włamania dokonanego przez nieznanych sprawców skradziono między innymi srebrne wota i złoty płaszcz okrywający postać Maryi na cudownym wizerunku. Paradoksalnie to skandaliczne świętokradztwo, choć samo w sobie odrażające, przyczyniło się do odrodzenia sanktuarium. Sprawa kradzieży trafiła do prasy, a wzburzenie okolicznych mieszkańców i wszystkich czcicieli cudownego wizerunku było tak wielkie, że władze kościelne jeszcze w grudniu tego samego roku, po dwumiesięcznych pracach specjalnej komisji, ustanowiły w sanktuarium rektorat, mianując księdza Umberto Terenziego pierwszym rektorem. Don Umberto Don Umberto Terenzi był kapłanem młodym, ale zarazem świątobliwym i bardzo gorliwym w działalności duszpasterskiej. Miał niełatwe zadania do wypełnienia: uporządkowanie struktury sanktuarium, zorganizowanie na nowo samej pobożności maryjnej, wdrożenie nowych form pracy duszpasterskiej, wyeliminowanie licznych nadużyć. Szczególnie to ostatnie zadanie okazało się trudne do zrealizowania, a także, jak się okazało, niebezpieczne. Część ludzi bowiem starała się wykorzystać sanktuarium do własnych celów. Ludzie ci niechętnie przyjęli stałą obecność na terenie sanktuarium młodego i gorliwego kapłana. Niechęć ta była tak wielka, że dwukrotnie dokonano zamachu na jego życie. Na szczęście don Umberto nie dał się zastraszyć. Dzięki jego uporowi i niestrudzonej pracy dokonało się szybko prawdziwe odrodzenie sanktuarium. Już 8 grudnia 1932 roku zostało ono erygowane jako parafia, don Terenzi zaś został pierwszym proboszczem. Pragnął nade wszystko, aby kult maryjny rozwijał się i pogłębiał. W tym celu jeszcze przed wojną założył żeńskie zgromadzenie zakonne Córek Matki Bożej Miłości (Figlie delia Madonna del Divino Amore), które po wojnie będzie miało odpowiednik w zgromadzeniu męskim: Synów Matki Bożej Miłości (Figlii delia Madonna del Divino Amore). Dziś oba te zgromadzenia mają swoje domy także w innych częściach Włoch, jak również poza granicami Italii, zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej. Ocalenie Rzymu Na szczególną uwagę zasługuje los wizerunku w okresie drugiej wojny światowej. Otóż 24 stycznia 1944 roku, a więc w czasie kiedy rzymianie w związku z działaniami wojennymi odczuwali całkiem realne niebezpieczeństwo zniszczenia miasta, cudowny wizerunek Madonny Bożej Miłości z sanktuarium w Castel di Leva został przeniesiony do Rzymu, do kościoła św. Ignacego. Właśnie w tej świątyni 4 czerwca 1944 roku lud rzymski, prosząc Madonnę o pomoc, złożył przed jej wizerunkiem ślub, w którym zobowiązywał się w przypadku ocalenia miasta do odnowienia życia moralnego i duchowego, wybudowania nowego sanktuarium i rozwijania dziel miłosierdzia. Prośby mieszkańców Rzymu, jak wiemy z historii, zostały wysłuchane – miasto wyszło z zawieruchy wojennej prawie bez szwanku. Po zakończeniu wojny wizerunek Madonny wrócił oczywiście do sanktuarium w Castel di Leva. W szybkim czasie stało się ono ośrodkiem dynamicznie rozwijających się dziel miłosierdzia, inicjatyw kulturalnych i przede wszystkim apostolskich. W 1946 roku rozpoczęto publikację pisma „Parrocchia”, zaś w 1954 pisma „La Madonna”. Oprócz tego wznowiono też wydawanie ukazującego się jeszcze przed wojną biuletynu „La Madonna del Divino Amore”. Samo sanktuarium rozrastało się coraz bardziej dzięki coraz to nowym inicjatywom budowlanym, które miały służyć celom charytatywnym i duszpasterskim. I tak w roku 1947 don Umberto na miejscu średniowiecznej cysterny, znajdującej się dawniej w pobliżu zamku, wybudował śliczny mały kościółek z mozaiką Dobrego Pasterza w absydzie i grobem Jezusa, gdzie Matka Boska Bolesna, trzymając w dłoniach martwe ciało Jezusa, patrzy na nas, jakby chciała powiedzieć: „Dałam wam dziecko w Betlejem, a oddajecie mi zimne zwłoki…” Właśnie u Jej stóp spoczywają doczesne szczątki don Umberto Terenzi. W domu sióstr, zwanym Casa delia Madonna, powstał sierociniec i warsztaty dla młodych dziewcząt, a obok obszerny i nowoczesny Dom Opieki dla osób starszych. W 1983 roku została ukończona budowa Domu Pielgrzyma, przeznaczonego nie tylko do przyjmowania coraz liczniej przybywających do sanktuarium pielgrzymów, ale też będącego miejscem spotkań, sympozjów, rekolekcji. W tym samym roku została również oddana do użytku Kaplica Spowiedzi (Capella delie Confessioni), aby wyjść naprzeciw tym, którzy przybywają do sanktuarium przede wszystkim po to, by pojednać się z Bogiem. Jednakże największą inicjatywą budowlaną ostatnich lat jest nowe sanktuarium, którego budowę podjęto, by spełnić ślub, który mieszkańcy Rzymu złożyli w czasie wojny. Budowa rozpoczęła się 12 lutego 1992 roku i obecnie jest ukończona. Nowa świątynia, wybudowana według bardzo nowoczesnego projektu architektonicznego, znajduje się u stóp wzgórza, poza murami otaczającymi kompleks budynków należących do starego sanktuarium. Nocne pielgrzymki Dziś sanktuarium Matki Bożej Miłości jest przede wszystkim miejscem intensywnej modlitwy i osobistego spotkania z Bogiem. Różne formy kultu służą tak naprawdę jednemu nadrzędnemu celowi: aby przybywający tu ludzie coraz pełniej otwierali się na tajemnicę Bożej Miłości. Szczególnym wyrazem pobożności maryjnej kultywowanej w sanktuarium w Castel di Leva są piesze pielgrzymki, które przybywają tu z różnych stron. Niewątpliwie najbardziej znana jest pielgrzymka odbywająca się w każdą sobotę od Wielkiej Nocy aż do końca października. Wyrusza ona z Rzymu o północy i dociera do Castel di Leva mniej więcej po pięciu godzinach marszu. Rozpoczyna się przy obelisku Axum znajdującym się w pobliżu budynku FAO, niedaleko Circo Massimo. Pielgrzymi, zawsze liczni, wyruszają w drogę po wezwaniu Ducha Świętego i odśpiewaniu Magnificat. Pierwszy etap wędrówki rozpoczyna się po dotarciu do bramy św. Sebastiana przy via Appia Antica. Odmawiana jest część radosna Różańca. W modlitwie pomagają jakże piękne i sugestywne widoki. Przecież tą samą drogą przechodzili kiedyś Apostołowie Piotr i Paweł oraz wielu męczenników. Kościół Quo vadis i katakumby św. Kaliksta strzegą pamięci pierwszych chrześcijan. Po drodze pielgrzymi mijają pomnik poległych, Fosse Ardeatine, modląc się w intencji ofiar wojen, przemocy i terroryzmu. Następnie zostawiają za plecami miasto z jego zgiełkiem i wędrują dalej pogrążeni w modlitwie aż do samego sanktuarium. Jeśli ktokolwiek z czytelników będzie miał okazję być kiedyś w Rzymie w okresie, w którym odbywa się ta jakże piękna pielgrzymka, zachęcam, by- jeśli to będzie tylko możliwe – wziął w niej udział. Będzie to okazja przede wszystkim do głębokich przeżyć duchowych, a zarazem do wędrówki przez historię, śladami pierwszych chrześcijan, do korzeni naszej duchowej tożsamości. Najważniejsze zaś jest to, że trud pielgrzymowania zostanie nagrodzony możliwością spotkania się Maryją, naszą najlepszą Matką, w jej szczególnym domu. Bo Sanktuarium Matki Bożej Miłości w Castel di Leva jest takim miejscem, w którym rzeczywiście odczuwa się Jej obecność, Jej matczyną miłość; gdzie doświadcza się żywego, modlącego się Kościoła, który tak licznie gromadzi się tu każdego dnia. O wielkiej roli, jaką sanktuarium Madony del Divino Amore odgrywa w diecezji rzymskiej i w całym regionie Lacjum, niech świadczy chociażby fakt, że jest ono miejscem, do którego lubi pielgrzymować Jan Paweł II. Odwiedził je już trzykrotnie: w roku 1979 i 1987, aby otworzyć uroczyście Rok Maryjny; trzeci raz przybył do sanktuarium 1999 roku, po powrocie z Polski. Zasadniczym motywem ostatniej wizyty w sanktuarium Madonny del Divino Amore było poświęcenie nowej świątyni jako wypełnienie ślubu, który rzymianie uczynili w roku 1944. W homilii Ojciec Święty przypomniał mieszkańcom Rzymu, że pozostaje im do wypełnienia jeszcze trzecia obietnica złożona Matce Najświętszej, czyli poprawa życia moralnego. Wyraził również nadzieję, że właśnie nowe sanktuarium będzie wzywało i motywowało zarazem do przemiany życia, tak by było ono zgodne z przesłaniem Ewangelii. • ZNTo *** Matka Bożej Miłości.



29 stycznia
Święta Aniela Merici, dziewica
Należała do ruchu
Divina Amore.
Założycielka sióstr
 Urszulanek.


Ks. Sylwester Gaworek

Na niewielkim wzgórzu, w odległości zaledwie kilkunastu kilometrów od Rzymu, w pobliżu miejscowości Castel di Leva wznosi się najbardziej chyba znane obecnie w całym regionie Lacjum sanktuarium maryjne, poświęcone Matce Bożej Miłości.

Kiedyś, w odległej przeszłości, znajdował się tu średniowieczny zamek wybudowany pod koniec XIII wieku przez rodzinę Savelli. Niestety, wraz z upływem czasu budowla ta coraz bardziej traciła na znaczeniu, aż w końcu popadła w kompletną ruinę.

Stało się tak być może dlatego, że tereny wokół zamku nie były zbyt atrakcyjne, zwłaszcza pod względem gospodarczym, zupełnie bowiem nie nadawały się do uprawy. Tym prawdopodobnie należy tłumaczyć fakt, że w pobliżu zamku nie powstała żadna większa osada. Jedynie w okresie zimowym, kiedy okoliczne wzgórza pokrywały się świeżą zieloną trawą, pojawiali się tu pasterze wraz z licznymi trzodami owiec, które mogli w tym czasie wypasać do woli.

Fresk z baszty zamkowej

W ciągu lat utarł się bardzo piękny zwyczaj, zgodnie z którym pasterze owi od czasu do czasu gromadzili się na wzgórzu w pobliżu ruin zamkowych, aby oddawać cześć Matce Jezusa, głównie odmawiając wspólnie modlitwę różańcową. To właśnie wyobrażenie Madonny widniało na murze jednej z baszt zamkowych, która – w odróżnieniu od pozostałych, a było ich sześć albo osiem – nie uległa zniszczeniu, lecz zachowała się niemal w całości. Fresk znajdujący się po zewnętrznej stronie muru przedstawiał Matkę Bożą siedzącą na tronie, z Dzieciątkiem Jezus na prawym ramieniu, dwóch aniołów stojących po lewej i po prawej stronie Maryi oraz gołębicę, symbol Ducha Świętego, zstępującą na Matkę Zbawiciela. Jak mówi teologia, Duch Święty jest uosobieniem miłości Boga, może więc dlatego postać Maryi z malowidła zamkowego otrzymała, zresztą całkowicie spontanicznie, tytuł Madonny Bożej Miłości.

Sam fresk, według skrupulatnych badań przeprowadzonych przez prof. Carlo Del Yecchio, został namalowany na przełomie XIII i XIV wieku przez nieznanego artystę należącego najprawdopodobniej do słynnej rzymskiej szkoły Piętro CavaIliniego, tego samego, którego krytyka nowożytna uznała za duchowego mistrza Giotta. Dziś dzieło owego bezimiennego malarza, po niedawnej restauracji, przedstawia się oczom pielgrzymów w całym swoim pięknie i splendorze, choć – mimo osobliwego uroku – raczej trudno je zaliczyć do wielkich arcydzieł włoskiego malarstwa.

Cud

Wiosną 1740 roku wydarzył się w pobliżu ruin zamkowych fakt nadzwyczajny, który zadecydował o przyszłości tego miejsca. Otóż pewien człowiek udający się z pieszą pielgrzymką do Rzymu zgubił drogę właśnie w okolicach Castel di Leva. Zobaczywszy w oddali jakieś zabudowania na szczycie wzgórza, udał się w ich kierunku z nadzieją na pomoc w odnalezieniu drogi. Niestety, gdy zbliżył się do ruin zamkowych, został nagle zaatakowany przez sforę rozwścieczonych psów, należących do pasterzy, które z pewnością zagryzłyby nieszczęśnika na śmierć, gdyby nie cudowna interwencja Matki Bożej. W chwili bowiem największej rozpaczy, gdy stracił już wszelką nadzieję na uratowanie, człowiek ów ujrzał podobiznę Madonny na murze ocalałej wieży i natychmiast pod wpływem silnego impulsu wewnętrznego zwrócił się do Niej z błagalnym wezwaniem. Zaledwie rozbrzmiał w powietrzu jego desperacki okrzyk, szarpiące go psy odstąpiły jak na komendę, jakby pod wpływem jakiejś tajemniczej siły. Uratowany ze śmiertelnego niebezpieczeństwa pielgrzym nie miał najmniejszych wątpliwości, że ocalenie zawdzięcza Matce Najświętszej, czego nie omieszkał oznajmić entuzjastycznie wszystkim ludziom mieszkającym w okolicy i tym, których spotkał później w drodze do Wiecznego Miasta.

To pod wpływem jego radosnego i pełnego wdzięczności świadectwa wieść o cudownym wizerunku Madonny szybko rozniosła się po całej okolicy i dotarła aż do samego Rzymu. W efekcie spontanicznie powstał bardzo intensywny ludowy ruch pielgrzymkowy. Do Castel di Leva z dnia na dzień zaczęły przybywać coraz liczniejsze rzesze ludzi. Wchodzili oni na wzgórze zamkowe z zapalonymi świecami, z kwiatami, aby modlić się u stóp Matki Bożej Miłości. O szczególne wstawiennictwo zwracały się do Niej zwłaszcza te osoby, które znajdowały się w trudnym czy wręcz beznadziejnym położeniu.

Jak wynika ze starych podań, cud z wiosny 1740 roku był tylko pierwszym z całej serii. Aby uporządkować szybko i żywiołowo rozszerzający się kult wizerunku, władze kościelne w osobie wikariusza Rzymu kard. Giovanniego Guadagni zadecydowały o przeniesieniu fresku z wieży zamkowej w Castel di Leva do niewielkiego kościółka S. Maria ad Magos, znajdującego się w posiadłości ziemskiej Falcognane, mniej więcej dwa kilometry od Castel di Leva. Pięć lat później cudowny wizerunek Madonny powrócił na pierwotne miejsce, ale już nie na mur wieży, lecz do nowego kościoła wybudowanego na miejscu ruin zamkowych. Świątynia została uroczyście konsekrowana 31 maja 1745 roku przez kard. Rezzonico – później papieża Klemensa XIII. Prawie 150 lat potem, dokładnie 13 maja 1883 roku, Kapituła Rzymska dokonała aktu koronacji wizerunku Madonny Bożej Miłości.

Paradoksalnie akt koronacji nie ożywił znacząco życia religijnego w sanktuarium i wokół niego, wręcz przeciwnie, właśnie pod koniec XIX i na początku XX wieku sanktuarium w Castel di Leva przechodziło okres głębokiej dekadencji. „L Osservatore Romano” z 30 maja 1931 roku ręką doktora Guido Guida tak oto opisuje ów stan upadku, w którym znalazło się sanktuarium Matki Bożej Miłości: „W kwietniu 1930 roku znalazłem sanktuarium w bardzo smutnym położeniu. W dniach pogodnych wydawało się ono ruiną, wspomnieniem. (…) Było zimne, zadymione, milczące, ciemne: bardziej cmentarz niż sanktuarium. (…) Wszystko znajdowało się w stanie rozkładu (…) sterty śmieci wokół kościoła, a także w pobliżu ołtarza Madonny. (…) W samym kościele brak czystości i porządku, (…) niemiły zapach wokół i napisy na ścianach świątyni…” Stan opuszczenia i zaniedbania zachęcał wręcz do aktów wandalizmu i grabieży. Tak też się stało. W czerwcu 1930 roku podczas włamania dokonanego przez nieznanych sprawców skradziono między innymi srebrne wota i złoty płaszcz okrywający postać Maryi na cudownym wizerunku. Paradoksalnie to skandaliczne świętokradztwo, choć samo w sobie odrażające, przyczyniło się do odrodzenia sanktuarium. Sprawa kradzieży trafiła do prasy, a wzburzenie okolicznych mieszkańców i wszystkich czcicieli cudownego wizerunku było tak wielkie, że władze kościelne jeszcze w grudniu tego samego roku, po dwumiesięcznych pracach specjalnej komisji, ustanowiły w sanktuarium rektorat, mianując księdza Umberto Terenziego pierwszym rektorem.

Don Umberto

Don Umberto Terenzi był kapłanem młodym, ale zarazem świątobliwym i bardzo gorliwym w działalności duszpasterskiej. Miał niełatwe zadania do wypełnienia: uporządkowanie struktury sanktuarium, zorganizowanie na nowo samej pobożności maryjnej, wdrożenie nowych form pracy duszpasterskiej, wyeliminowanie licznych nadużyć. Szczególnie to ostatnie zadanie okazało się trudne do zrealizowania, a także, jak się okazało, niebezpieczne. Część ludzi bowiem starała się wykorzystać sanktuarium do własnych celów. Ludzie ci niechętnie przyjęli stałą obecność na terenie sanktuarium młodego i gorliwego kapłana. Niechęć ta była tak wielka, że dwukrotnie dokonano zamachu na jego życie. Na szczęście don Umberto nie dał się zastraszyć. Dzięki jego uporowi i niestrudzonej pracy dokonało się szybko prawdziwe odrodzenie sanktuarium. Już 8 grudnia 1932 roku zostało ono erygowane jako parafia, don Terenzi zaś został pierwszym proboszczem. Pragnął nade wszystko, aby kult maryjny rozwijał się i pogłębiał. W tym celu jeszcze przed wojną założył żeńskie zgromadzenie zakonne Córek Matki Bożej Miłości (Figlie delia Madonna del Divino Amore), które po wojnie będzie miało odpowiednik w zgromadzeniu męskim: Synów Matki Bożej Miłości (Figlii delia Madonna del Divino Amore). Dziś oba te zgromadzenia mają swoje domy także w innych częściach Włoch, jak również poza granicami Italii, zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej.

Ocalenie Rzymu

Na szczególną uwagę zasługuje los wizerunku w okresie drugiej wojny światowej. Otóż 24 stycznia 1944 roku, a więc w czasie kiedy rzymianie w związku z działaniami wojennymi odczuwali całkiem realne niebezpieczeństwo zniszczenia miasta, cudowny wizerunek Madonny Bożej Miłości z sanktuarium w Castel di Leva został przeniesiony do Rzymu, do kościoła św. Ignacego. Właśnie w tej świątyni 4 czerwca 1944 roku lud rzymski, prosząc Madonnę o pomoc, złożył przed jej wizerunkiem ślub, w którym zobowiązywał się w przypadku ocalenia miasta do odnowienia życia moralnego i duchowego, wybudowania nowego sanktuarium i rozwijania dziel miłosierdzia. Prośby mieszkańców Rzymu, jak wiemy z historii, zostały wysłuchane – miasto wyszło z zawieruchy wojennej prawie bez szwanku.

Po zakończeniu wojny wizerunek Madonny wrócił oczywiście do sanktuarium w Castel di Leva. W szybkim czasie stało się ono ośrodkiem dynamicznie rozwijających się dziel miłosierdzia, inicjatyw kulturalnych i przede wszystkim apostolskich. W 1946 roku rozpoczęto publikację pisma „Parrocchia”, zaś w 1954 pisma „La Madonna”. Oprócz tego wznowiono też wydawanie ukazującego się jeszcze przed wojną biuletynu „La Madonna del Divino Amore”.

Samo sanktuarium rozrastało się coraz bardziej dzięki coraz to nowym inicjatywom budowlanym, które miały służyć celom charytatywnym i duszpasterskim. I tak w roku 1947 don Umberto na miejscu średniowiecznej cysterny, znajdującej się dawniej w pobliżu zamku, wybudował śliczny mały kościółek z mozaiką Dobrego Pasterza w absydzie i grobem Jezusa, gdzie Matka Boska Bolesna, trzymając w dłoniach martwe ciało Jezusa, patrzy na nas, jakby chciała powiedzieć: „Dałam wam dziecko w Betlejem, a oddajecie mi zimne zwłoki…” Właśnie u Jej stóp spoczywają doczesne szczątki don Umberto Terenzi.

W domu sióstr, zwanym Casa delia Madonna, powstał sierociniec i warsztaty dla młodych dziewcząt, a obok obszerny i nowoczesny Dom Opieki dla osób starszych. W 1983 roku została ukończona budowa Domu Pielgrzyma, przeznaczonego nie tylko do przyjmowania coraz liczniej przybywających do sanktuarium pielgrzymów, ale też będącego miejscem spotkań, sympozjów, rekolekcji. W tym samym roku została również oddana do użytku Kaplica Spowiedzi (Capella delie Confessioni), aby wyjść naprzeciw tym, którzy przybywają do sanktuarium przede wszystkim po to, by pojednać się z Bogiem. Jednakże największą inicjatywą budowlaną ostatnich lat jest nowe sanktuarium, którego budowę podjęto, by spełnić ślub, który mieszkańcy Rzymu złożyli w czasie wojny. Budowa rozpoczęła się 12 lutego 1992 roku i obecnie jest ukończona. Nowa świątynia, wybudowana według bardzo nowoczesnego projektu architektonicznego, znajduje się u stóp wzgórza, poza murami otaczającymi kompleks budynków należących do starego sanktuarium.

Nocne pielgrzymki

Dziś sanktuarium Matki Bożej Miłości jest przede wszystkim miejscem intensywnej modlitwy i osobistego spotkania z Bogiem. Różne formy kultu służą tak naprawdę jednemu nadrzędnemu celowi: aby przybywający tu ludzie coraz pełniej otwierali się na tajemnicę Bożej Miłości. Szczególnym wyrazem pobożności maryjnej kultywowanej w sanktuarium w Castel di Leva są piesze pielgrzymki, które przybywają tu z różnych stron. Niewątpliwie najbardziej znana jest pielgrzymka odbywająca się w każdą sobotę od Wielkiej Nocy aż do końca października. Wyrusza ona z Rzymu o północy i dociera do Castel di Leva mniej więcej po pięciu godzinach marszu. Rozpoczyna się przy obelisku Axum znajdującym się w pobliżu budynku FAO, niedaleko Circo Massimo. Pielgrzymi, zawsze liczni, wyruszają w drogę po wezwaniu Ducha Świętego i odśpiewaniu Magnificat. Pierwszy etap wędrówki rozpoczyna się po dotarciu do bramy św. Sebastiana przy via Appia Antica. Odmawiana jest część radosna Różańca. W modlitwie pomagają jakże piękne i sugestywne widoki. Przecież tą samą drogą przechodzili kiedyś Apostołowie Piotr i Paweł oraz wielu męczenników. Kościół Quo vadis i katakumby św. Kaliksta strzegą pamięci pierwszych chrześcijan. Po drodze pielgrzymi mijają pomnik poległych, Fosse Ardeatine, modląc się w intencji ofiar wojen, przemocy i terroryzmu. Następnie zostawiają za plecami miasto z jego zgiełkiem i wędrują dalej pogrążeni w modlitwie aż do samego sanktuarium. Jeśli ktokolwiek z czytelników będzie miał okazję być kiedyś w Rzymie w okresie, w którym odbywa się ta jakże piękna pielgrzymka, zachęcam, by- jeśli to będzie tylko możliwe – wziął w niej udział. Będzie to okazja przede wszystkim do głębokich przeżyć duchowych, a zarazem do wędrówki przez historię, śladami pierwszych chrześcijan, do korzeni naszej duchowej tożsamości. Najważniejsze zaś jest to, że trud pielgrzymowania zostanie nagrodzony możliwością spotkania się Maryją, naszą najlepszą Matką, w jej szczególnym domu. Bo Sanktuarium Matki Bożej Miłości w Castel di Leva jest takim miejscem, w którym rzeczywiście odczuwa się Jej obecność, Jej matczyną miłość; gdzie doświadcza się żywego, modlącego się Kościoła, który tak licznie gromadzi się tu każdego dnia.

O wielkiej roli, jaką sanktuarium Madony del Divino Amore odgrywa w diecezji rzymskiej i w całym regionie Lacjum, niech świadczy chociażby fakt, że jest ono miejscem, do którego lubi pielgrzymować Jan Paweł II. Odwiedził je już trzykrotnie: w roku 1979 i 1987, aby otworzyć uroczyście Rok Maryjny; trzeci raz przybył do sanktuarium 1999 roku, po powrocie z Polski. Zasadniczym motywem ostatniej wizyty w sanktuarium Madonny del Divino Amore było poświęcenie nowej świątyni jako wypełnienie ślubu, który rzymianie uczynili w roku 1944. W homilii Ojciec Święty przypomniał mieszkańcom Rzymu, że pozostaje im do wypełnienia jeszcze trzecia obietnica złożona Matce Najświętszej, czyli poprawa życia moralnego. Wyraził również nadzieję, że właśnie nowe sanktuarium będzie wzywało i motywowało zarazem do przemiany życia, tak by było ono zgodne z przesłaniem Ewangelii.

***




+ Matka Bożej Miłości.


O, Matko Bożej Miłości,

czczona w tym pięknym wezwaniu

I Matko Pięknej Miłości,

coś w mym sercu na wygnaniu.

+W górę serca




"Inka. Zachowałam się jak trzeba" to słynne zdanie i tytuł filmu dokumentalnego poświęconego Danucie Siedzikównie ps. "Inka", sanitariuszce AK zamordowanej przez komunistów, symbolizujące jej niezłomną postawę i patriotyzm, będące ostatnim przesłaniem przekazanym babci przed śmiercią, mówiącym o honorowym zachowaniu mimo tortur i wyroku śmierci. Fraza ta, wraz z historią "Inki", stała się inspiracją dla wielu inicjatyw i wydarzeń upamiętniających Żołnierzy Wyklętych. 

Kim była "Inka"?

Danuta Siedzikówna (ps. "Inka"): Młoda sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK, zamordowana przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa w 1946 roku, na kilka dni przed 18. urodzinami.

Odmowa łaski: Nie zgodziła się na podpisanie prośby o ułaskawienie, ponieważ zawierała znieważenie jej kolegów z oddziału.

Ostatnie słowa: Z więzienia przekazała gryps: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". 

"Inka. Zachowałam się jak trzeba" jako tytuł

Film dokumentalny: Polski film z 2015 roku w reżyserii Arkadiusza Gołębiewskiego opowiadający jej historię i poszukiwania miejsca pochówku.

Upamiętnienie: Tytuł stał się inspiracją dla koncertów, spektakli i innych wydarzeń upamiętniających bohaterkę i Żołnierzy Wyklętych. 

Znaczenie

Symbol niezłomności: Zdanie "Zachowałam się jak trzeba" jest symbolem honoru, patriotyzmu i wierności ideałom, nawet w obliczu śmierci.

Ikona dla młodego pokolenia: Postawa "Inki" i jej przesłanie do babci inspirowały kolejne pokolenia Polaków walczących o niepodległość, a dziś są symbolem oporu. 

***

+W górę serca 


1. Ilekroć widzę Śpiącego

Rycerza, tam na Giewoncie,

wołam czego śpisz, dlaczego?!

Czy nie widzisz co na froncie, 


2. tej polskiej rzeczywistości.

Nierząd, panoszy bezprawie,

w którym tyle jest podłości.

Polonia poległa prawie. 


3. Nie czekajmy do wyborów,

"weseli" mogą sfałszować.

Wróg chce następnych rozbiorów. 

Znowu będziemy żałować. 


4. Nasz Prezydencie kochany,

zrób co trzeba dla Polaków. 

Jesteś przecież tak udany.

Ocal Warszawę i Kraków!!!

+Jezus JEST Pasją



"Jezus jest pasją" oznacza, że Chrystus jest źródłem największej miłości, zaangażowania i sensu życia, prowadzącym do dawania z siebie tego, co najlepsze. To określenie łączy duchowe oddanie z relacją pełną pasji, często utożsamianą z Krzyżem, z którego płynie miłość i przebaczenie. Pasja (łac. passio - cierpienie) odnosi się także do ostatnich godzin życia Jezusa. 

Oto główne aspekty rozumienia "Jezus jest pasją":

Życiowa pasja: Jezus jest postrzegany jako siła napędowa, która motywuje do życia pełnego zaangażowania i miłości.

Cierpienie i krzyż: Słowo "pasja" nawiązuje do łacińskiego pati (cierpieć), odnosząc się do męki Jezusa, która jest fundamentem wiary.

Relacja i oddanie: Pasja do Jezusa to głębokie zaufanie i zaangażowanie, które może prowadzić do życia "innego" w oczach świata.

Kultura: Film „Pasja” (2004) w reżyserii Mela Gibsona skupia się na fizycznym aspekcie cierpienia Jezusa w ostatnich godzinach życia. 

***

 Pasja to silne, głębokie zamiłowanie i entuzjazm do jakiejś czynności, idei lub osoby, która daje poczucie spełnienia, radości i energii, często wymagając poświęcenia czasu i wysiłku bez zewnętrznego przymusu. W szerszym znaczeniu może również oznaczać silne emocje, takie jak gniew czy furia, oraz ma znaczenie religijne, odnosząc się do męki Chrystusa (np. w muzyce czy sztuce). 

Kluczowe aspekty pasji

• Głębokie zamiłowanie: To coś więcej niż hobby; to intensywna radość i zaangażowanie. 

• Poczucie spełnienia: Daje motywację i satysfakcję, jest źródłem wewnętrznej siły. 

• Bez przymusu: Wykonywana z własnej woli, z miłości do samej czynności. 

• Energia i poświęcenie: Generuje chęć do angażowania się i pokonywania trudności. 

Różnice między pasją a hobby

• Hobby: To czynność, którą lubisz i która daje satysfakcję. 

• Pasja: To uczucie i energia, która może graniczyć z obsesją. Często wiąże się z poświęceniami i może być postrzegana jako forma cierpienia, bo nie potrafisz bez tego żyć (w pozytywnym sensie). 

Inne znaczenia

• Emocjonalne: Furia, amok, złość (np. "szewska pasja"). 

• Religijne/Artystyczne: Utwory muzyczne, sceny artystyczne przedstawiające mękę Jezusa Chrystusa (łac. passio - cierpienie, męka). 

• 

***



+Jezus JEST Pasją 


1. Jezus JEST Pasją mej duszy?

Tak, bym życzył tego sobie.

Czy serce mnie tak poruszy,

bym pasję miał w każdej dobie?


2. Czy wysupłam trochę czasu

i poświęcę go dla Ciebie,

pośród zgiełku i hałasu,

bo czasu nie będzie w Niebie? 


3. Jesteś przecież samym Czasem,

Twoje Imię to Istnienie.

Czy go nie zmarnuję czasem,

choć czas ma wielkie znaczenie?! 


4. Czas mam tutaj darowany,

chwila mija i nie wraca.

Czas stracony zmarnowany,

nigdy już się nam nie zwraca!

wtorek, 27 stycznia 2026

Szczęście

 „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu” (łac. inquietum est cor nostrum, donec requiescat in te) to słynne wyznanie św. Augustyna z „Wyznań”. Oznacza to, że ludzkie serce stworzone zostało dla Boga i szuka spełnienia, sensu, prawdy oraz trwałego szczęścia tylko w Nim, co w konsekwencji sprawia, że bez tej więzi pozostaje nieustannie niespokojne. 

Kluczowe aspekty tego stwierdzenia:

• Naturalne pragnienie Boga: Człowiek jest stworzony z ukierunkowaniem ku Bogu, a każda inna próba znalezienia spełnienia (np. w dobrach materialnych) kończy się niepokojem i lękiem.

• Twórczy niepokój: Ten niepokój nie jest negatywny, lecz motywuje do poszukiwania prawdy, dobra i piękna.

• Spokój i miłość: Prawdziwy, trwały spokój i radość można odnaleźć tylko w bezwarunkowej miłości Boga.

• Kontekst nawrócenia: Św. Augustyn napisał to po latach poszukiwań i błędów, odnajdując ostatecznie sens życia w Bogu. 

Słowa te przypominają, że niepokój wewnętrzny jest sygnałem tęsknoty za Bogiem i wskazują, że pełne spełnienie możliwe jest dopiero w relacji z Nim.  

*** 

"Nakręcanie się" w psychologii oznacza wpadanie w spiralę negatywnych, natrętnych myśli, lęków i katastroficznych scenariuszy, często dotyczących przeszłych błędów lub interpretacji cudzych zachowań, co prowadzi do wzmożonego stresu, frustracji i poczucia bezsilności, zamiast konstruktywnego rozwiązywania problemów, i jest powiązane z zaburzeniami lękowymi. 

Co to znaczy "nakręcać się"?

Wzmacnianie negatywnych emocji: Zaczynasz od małej wątpliwości, a w głowie budujesz lawinę wyobrażeń o najgorszym możliwym scenariuszu. 

Roztrząsanie: Ciągłe analizowanie i powracanie do bolesnych sytuacji, błędów, czy zastanawianie się, co pomyśleli inni. 

Bierna agresja (czasem): W kontekście relacji, może oznaczać celowe utrudnianie czegoś, obrażanie się, manipulowanie, maskując złość, by nie robić przykrości wprost. 

Ruminacje: To właśnie ten proces powracania do tych samych negatywnych myśli, jak w błędnym kole. 

Przykłady sytuacji "nakręcania się": 

"Nie zadzwonił, to znaczy, że nie zależy mu na mnie."

"Popełniłem błąd, jestem beznadziejny, na pewno mnie zwolnią."

"Co oni o mnie pomyślą, kiedy to zrobię/powiem?"

Jak sobie z tym radzić?

Świadomość i zatrzymanie: Zauważ, kiedy zaczynasz się nakręcać. 

Aktywne rozwiązywanie problemów: Skup się na szukaniu rozwiązań, a nie na problemie. 

Dystrakcja: Zajmij się czymś innym: sportem, pasją, dobrą książką, by przerwać spiralę myśli. 

Współczucie dla siebie: Bądź dla siebie łagodniejszy, zamiast się obwiniać. 

Uspokojenie systemu nerwowego: Joga, medytacja, głębokie oddychanie. 

Dlaczego się nakręcamy?

Czynniki psychologiczne: Perfekcjonizm, niskie poczucie własnej wartości, chroniczny stres, traumy. 

Czynniki biologiczne: Zaburzenia w pracy mózgu (płaty czołowe, układ limbiczny, serotonina). 

Unikanie konfrontacji: Strach przed odrzuceniem, co prowadzi do bierno-agresywnych zachowań. 

***
Szczęście i radość są ze sobą powiązane, ale różnią się źródłem: szczęście jest często zależne od zewnętrznych, ulotnych wydarzeń (wygrana na loterii, podwyżka) i chwilowe, podczas gdy radość jest głębszym, wewnętrznym stanem harmonii i zadowolenia z życia, niezależnym od okoliczności i bardziej świadomym wyborem, wynikającym z wdzięczności, akceptacji i skupienia na dobrych aspektach codzienności. Radość może być stałym tłem dla chwilowego szczęścia, a szczęście to stan szerszy, obejmujący zadowolenie z życia i jego sens, a nie tylko euforię.  
Szczęście:
Zależne od zewnętrznych czynników: Często pojawia się w reakcji na coś dobrego, co nas spotyka (np. prezent, awans). 
Chwilowe: Może być ulotnym stanem euforii, przelotnym uczuciem. 
Potocznie: Bywa utożsamiane z powodzeniem życiowym i pomyślnym losem. 
Radość:
Wewnętrzne źródło: Pochodzi z wnętrza, z nastawienia do życia i obecnej chwili. 
Głębsze: Stan zadowolenia, harmonii i spełnienia, bardziej trwały niż szczęście. 
Świadoma praktyka: Wymaga pielęgnowania, np. przez wdzięczność, akceptację siebie, docenianie małych rzeczy. 
Pozytywna emocja: Łączy się z poczuciem wewnętrznej siły i spełnienia, jest też emocją społeczną. 
Podsumowując:
Można odczuwać chwilowe szczęście z powodu sukcesu, ale prawdziwa, głęboka radość z życia jest czymś, co budujemy w sobie na co dzień, niezależnie od tego, czy akurat los nam sprzyja. Szczęście często jest wynikiem radości (i innych pozytywnych emocji), a radość może być kluczem do trwałego szczęścia.



+Szczęście 


1. Szczęście to nie rozrywka  w rzeczach.

"nakręcanie się" to nie radość

i piękny obraz w ludzkich oczach,

bo sercu to nie będzie zadość. 


2. Serce człeka jest niespokojne

i dopóki nie spocznie w Bogu,

dopóty będzie niewydolne

i stać będzie na nędznym progu. 


3. Serce jest z Miłości poczęte,

wiekuistej Prawdy spragnione

obrazem jest Stwórcy i święte.

Do dobrych rzeczy uzdolnione.


poniedziałek, 26 stycznia 2026

+Chmurowa tęcza


https://www.facebook.com/share/r/1APcMM3D9d/

 +Chmurowa tęcza 


Jeśli takie cuda na Niebie,

to co dopiero Tam u Ciebie.




niedziela, 25 stycznia 2026

+Ośle uszy

 Ośle uszy to potoczne określenie pozaginanych rogów kartek w książkach lub zeszytach, wynikające z niedbałego ich użytkowania. Frazeologizm ten symbolizuje również głupotę lub nieuctwo. W kulturze wiąże się z mitem o królu Midasie, którego Apollo ukarał oślimi uszami za brak wrażliwości muzycznej. 

Kluczowe informacje:

• Definicja bibliotekarska/szkolna:

 Zagięte rogi kartek, zniszczenie książki przez niedbałość

.

• Symbolika: Oznacza brak szacunku do książek, niechlujstwo, a także głupotę.

• Pochodzenie: Mit grecki o królu Midasie, który po ocenie konkursu muzycznego na korzyść Marsjasza (przeciwko Apollo) otrzymał ośle uszy jako karę.

• Inne znaczenia: Nazwa zwyczajowa rośliny — sansewierii (wężownicy). 

Sposób zapobiegania: Używanie zakładek do książek, a w przypadku zeszytów – stosowanie zabezpieczeń na rogi.  


*** 


+Ośle uszy



1. Mój osiołku, towarzyszu

stary wierny przyjacielu.

I nie proszony przybyszu.

Bliżej niż dalej do Celu. 


2. Tyleś schodził ze mną drogi,

po wertepach i wyrypach.

Sercu memu taki drogi,

po tych życiowych wypadach. 


3. Nadźwigałeś co nie miara,

tego com na kark ci składał.

Upór w tobie, jak ma wiara,

aleś ośle mi się udał. 


4. Osioł uszy swe nastawił,

mej nucie się przysłuchuje.

Kto kogo na wiatr wystawił,

który szczęście tak zdmuchuje?


5. Żem ja musiał z nim się zbratać,

a ja z tobą mój brateńku.

Los musiał nam figla spłatać,

że życie mamy na pieńku. 


6. Osioł począł się buntować,

zeżlił się, stanął jak wryty.

Cały czas owsa kosztować,

i być ciągle przez cię bity. 


7. Wypchaj się sianem mój ośle,

choć miał nie będę innego.

Los spojrzał na nas wyniośle,

Każdy Pan ma osła swego. 


8. Osłu aż opadły uszy,

mnie jak ręce u szympansa.

Kogo ten nasz los poruszy.

Jak rodzisz się, taka szansa.


+Taka mała



 +Taka mała 


1. Taka mała, a tak wielka,

co usiadła na mym blacie,

w której żyje Miłość wszelka 

Muszko, mój maleńki bracie. 


2. Jak w takim małym stworzeniu

mieści się Twe Życie, Panie?

Serce patrzy w zadziwieniu,

że coś takie żyć jest w stanie. 


3. Jaka ona szybka, zwinna,

ta żywa, sprawna maszyna,

w swej konstrukcji jest jedyna,

jak rybka, mała ptaszyna.



4. To stworzonko podziw wzbudza,

niech rakiety się schowają.

Ono we mnie wiarę wzbudza.

Same żyją, się chowają. 


5. Żaden wynalazek ludzi

choćby jak był doskonały,

mego podziwu nie wzbudzi.

Stwórco Życia pełen Chwały.

piątek, 23 stycznia 2026

+Nie do wiary

 Przeistoczenie (transsubstancjacja) w Kościele katolickim to cudowna przemiana substancji chleba i wina w prawdziwe Ciało i Krew Jezusa Chrystusa w czasie konsekracji – centralnego momentu Eucharystii, kiedy kapłan wypowiada słowa Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy. Konsekracja to akt poświęcenia (np. osoby lub rzeczy) Bogu, ale w kontekście Mszy świętej odnosi się do momentu samego przeistoczenia, a przeistoczenie to skutek konsekracji, czyli faktyczna przemiana. 

Konsekracja

• Ogólnie: Działanie poświęcenia czegoś lub kogoś całkowicie Bogu.

• W Eucharystii: Główna modlitwa w środku Mszy, w której kapłan, działając w imieniu Chrystusa, wypowiada słowa ustanowienia nad chlebem i winem. 

Przeistoczenie (Transsubstancjacja)

• Czym jest: Rzeczywista i trwała przemiana substancji chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa.

• Moment: Dzieje się dokładnie w chwili wypowiadania słów konsekracji przez kapłana (np. "To jest Ciało moje", "To jest kielich Krwi mojej").

• Charakter: Nie jest to przemiana symboliczna, ale rzeczywista, która trwa nawet po Mszy, stąd przechowywanie konsekrowanych hostii. 

Związek między terminami

• Konsekracja jest czynnością (modlitwą kapłana).

• Przeistoczenie jest skutkiem tej czynności (cudowną przemianą).

• W kontekście Mszy można powiedzieć, że konsekracja "dokonuje" przeistoczenia. 

*** 






+Nie do wiary 


1. Ile razy uczestniczę,

w kościele na Eucharystii,

tylekroć swe zmysły ćwiczę,

w takiej ważnej serca kwestii. 


2. Chlebie pokarmie powszedni,

w tym opłatku jakże biały. 

Boski Chlebie ŻYWY przedni,

w oczach JESTEŚ taki mały. 


3. Nic w Nim nie JEST nadzwyczajne,

to kawałek zwykły Chleba,

w Którym Serce agonalne,

co zstąpiło prosto z Nieba. 


4. Choćbym swe oczy wypatrzył,

nic cudownego nie widzę. 

Rozum nic się nie dopatrzył

i za niego ja się wstydzę. 


5. Teraz powiem, com powinien,

że to nie jest sprawa ludzka.

ON to sprawił, jak, to nie wiem?!

Zaiste to sprawa Boska. 


6. Tylko Ten, co Sam JEST Chlebem,

Pokarmem ducha wszelkiego. 

Tylko ON, Który JEST Niebem

mógł zrobić Coś tak Boskiego. 


7. Kto mógł chleb w Swe Ciało zmienić,

takiego Cudu dokonać?!

Jakże tego nie docenić.

Znów w materii cierpieć, skonać!!! 


8. Najświętsze Serce Jezusa.

Mięśniu w stanie agonalnym,

z komórkami Krwi Chrystusa.

Zmiłuj się nad człekiem marnym!!! 


9. Uobecnia się Ofiara 

Krzyża na Ołtarzu Pana.

W sercu żywa twoja wiara?

Dusza Zbawcy tak skonana!!! 


10. Kapłan ręce w górę wznosi.

W tych dłoniach Miłość umiera!!!

Serce niech się nie wynosi,

czy to do duszy dociera?! 


11.  Zabity Baranku Boży.

Świątynio w trzech dniach wskrzeszona.

Serce niech pod Nim się złoży.

Dusza będzie uniżona.

polecany wiersz

Cisza

Cisza A tam nad cichym górskim lasem moje myśli płyną czasem, skryte w sobie lecz prawdziwe, są to myśli bardzo żywe. Lubię s...

Popularne