Kapłan niewygodny dla władzy.
Dlaczego otruto księdza Blachnickiego?
27 lutego 1987 roku w Carlsbergu zmarł nagle ks. Franciszek Blachnicki – założyciel Ruchu "Światło-Życie", człowiek przez lata rozpracowywany przez tajną policję polityczną oraz wywiad cywilny PRL. Prawie nikt wówczas nie przypuszczał, że ksiądz mógł zostać zamordowany.
2023-03-16, 06:01
Ks. Franciszek Blachnicki. Foto: IPN
14 marca 2023 roku podczas transmitowanej na żywo konferencji prasowej przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, pionu śledczego IPN i samego Instytutu poinformowali opinię publiczną, że w wyniku drugiego śledztwa (rozpoczętego 21 kwietnia 2020) zdobyto niepodważalne dowody na to, że w lutym 1987 roku ks. Franciszek Blachnicki został otruty.
Było to już drugie prokuratorskie dochodzenie prowadzone przez pion śledczy IPN. Pierwsze, zakończone postanowieniem o umorzeniu śledztwa z 6 lipca 2006 r., potwierdziło jedynie, że ks. Franciszek był rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa, a od jesieni 1984 roku inwigilowali go agenci Departamentu I MSW (wywiad PRL). Podczas tego pierwszego śledztwa wykonano m.in. obszerną kwerendę archiwalną i przesłuchano żyjących nadal świadków. Nie zrealizowano jednak jednej czynności śledczej: badań szczątków ks. Blachnickiego, które od roku 2000 są złożone w Krościenku, w dolnej kaplicy kościoła Chrystusa Dobrego Pasterza.
W umorzeniu z 2006 roku prokurator Ewa Koj tak pisała o okolicznościach śmierci kapłana:
"W dniu 26 lutego 1987 r. w godzinach wieczornych ksiądz Franciszek Blachnicki poprosił do swojego biura Gizelę Skop i Zuzannę Podlewską. Powiedział im, że wieści, które docierały na temat Gontarczyków [małżeństwa, które poznał w I połowie l. 80. XX w. a później zatrudnił w Carlsbergu] są prawdziwe i że oni »rozłożyli« wydawnictwo [Maximilianum – przyp. autora]. Nic więcej na ten temat nie mówił. Następnego dnia [27 lutego], po mszy św. i śniadaniu, w godzinach przedpołudniowych ksiądz Blachnicki udał się do Maxymilianum [tak błędnie zapisana nazwa w tekście prokuratorskiego umorzenia]. Wrócił ok. 14 i zjadł obiad w małej kuchni. W tym czasie przebywała tam Gizela Skop, Zuzanna Podlewska i Grażyna Sobieraj. Panowała bardzo dobra atmosfera, bo ksiądz cieszył się, że udało [mu] się wydać »prawie doskonałe« pozycje pt. »Wskazówka«. Po spożyciu obiadu, jak to miał w zwyczaju, udał się do swojego pokoju na popołudniową drzemkę. Ok. godz. 16.00 zarówno Gizela Skop, jak i Zuzanna Podlewska usłyszały odgłos kaszlu dochodzący z pokoju księdza. Był on na tyle nienaturalny, że obie się zaniepokoiły. Gizela Skop weszła do jego pokoju, ksiądz powiedział, że jest mu duszno. Od razu z jego pokoju zadzwoniła po lekarz[a], który od 1982 r. opiekował się księdzem. Doktor Reiner Fritsch przyjechał niezwłocznie, osłuchał księdza i polecił wezwać pogotowie. Ksiądz Blachnicki w tym czasie słabł, tracił przytomność. Z jego ust zaczęła wydzielać się w sposób ciągły ślina w kolorze biało-szarym, przypominająca pianę. Lekarz oświadczył, iż już nic nie może zrobić, podał mu zastrzyk do serca, ale to nie pomogło i chwilę potem [ksiądz] Franciszek Blachnicki zmarł".
Czytaj także:
Tekst umorzenia pierwszego śledztwa IPN.pdf
Kapłan dla władzy niewygodny
Urodzony 24 marca 1921 roku w Rybniku Franciszek Blachnicki po wybuchu II wojny światowej uczestniczył w kampanii wrześniowej i wkrótce dostał się do niemieckiej niewoli. Odzyskał wolność, ale latem 1940 roku za działalność konspiracyjną trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Otrzymał numer 1201 i przebywał w obozie do września 1941 roku. Później przewieziono go do Zabrza, a następne do Katowic, gdzie 30 marca 1942 roku orzeczono wobec niego karę śmierci.
• Franciszek Blachnicki. Fot. Muzeum Auschwitz
Wyrok miał zostać wykonany poprzez ścięcie przy pomocy gilotyny. W więzieniu, w oczekiwaniu na śmierć, Franciszek Blachnicki przeżył nawrócenie. Wkrótce został ułaskawiony, a karę śmierci zamieniono na 10 lat ciężkiego więzienia. Wolność odzyskał w 1945 roku. Wstąpił wówczas do Śląskiego Seminarium Duchownego. Po święceniach (1950) pracował na terenie diecezji katowickiej. W l. 60. XX w. studiował na KUL w Lublinie. W roku 1961 aresztowano ks. Blachnickiego za rozpowszechnianie publikacji katolickich. W więzieniu spędził kilka miesięcy. W l. 1964-1980 włączył się w posoborowe reformy Kościoła w PRL. Stan wojenny zastał go w Rzymie. Początkowo planował powrót, ale ostatecznie komunistyczne władze wydały za nim list gończy. Osiadł w Carlsbergu (wówczas RFN) i podjął działalność wydawniczo-ewangelizacyjną. W l. 1982-1987 stworzył tam m.in. Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie, prowadził ożywioną działalność Chrześcijańskiej Służby Pomocy Polsce, którą przekształcił z czasem w Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów, i współpracował z sekcją polską Radia Wolna Europa.
Małżeństwo z Polski
Jolanta i Andrzej Gontarczykowie przez wiele lat byli (jak to zaznaczono w umorzeniu śledztwa z 2006 r.) dobrowolnymi płatnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa. Andrzej Gontarczyk (pseudonim "Yon") od 1974 roku, zaś jego żona Jolanta (pseudonim "Panna") od roku 1977. Obydwoje zostali pozyskani przez Wydział II WUSW w Łodzi.
Czym się zajmowali?
Między innymi rozpracowywaniem opozycyjnych środowisk Komitetu Obrony Robotników (KOR) oraz struktur łódzkiej Solidarności. 24 czerwca 1982 roku, już podczas stanu wojennego, pozyskano ich do współpracy z Departamentem I MSW, czyli wywiadem cywilnym PRL, zaś 6 września 1982 roku przerzucono do RFN, w ramach tzw. akcji łączenia rodzin (mieszkały tam ciotka i babka Jolanty Gontarczyk). W Niemczech Zachodnich próbowali działać m.in. w lokalnych strukturach zdelegalizowanej wówczas Solidarności.
Wreszcie, na polecenie centrali, doprowadzili do spotkania z ks. Franciszkiem Blachnickim (po latach opowiadali, że doszło do niego już w połowie 1983 r. w Neuss koło Düsseldorfu, choć w dokumentach IPN pada też data 1984). Ksiądz zaufał im na tyle, że zaprosił do Carlsbergu, gdzie zamieszkali i stali się jednymi z jego najbliższych współpracowników. W czerwcu 1985 roku Jolanta Gontarczyk została prezesem Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów (ChSWN), a jej mąż doradcą zarządu.
Kluczowe dla ich współpracy z Blachnickim były l. 1985-1987. To wówczas ksiądz stworzył w Carlsbergu Wydawnictwo Maximilianum wraz z drukarnią, które miało pracować na inne stworzone przez niego przedsięwzięcia ewangelizacyjne. Wedle jego planów firma miała być nowoczesna i wydajna (wprowadził w niej m.in. sześciogodzinny dzień pracy, a każdy ze współpracowników wykonywał ściśle określone zadania). To miało przynosić wymierne efekty. Jednak nie do końca się udało. M.in. przez działania agentów Departamentu I MSW.
Już w kwietniu 1986 roku Blachnicki dokonał kolejnego awansu wobec małżeństwa emigrantów z Polski. Jolanta Gontarczyk miała się zająć administracją i recepcją Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, zaś jej mąż Andrzej m.in. redakcją techniczną i tzw. studiem audiowizualnym tej organizacji. O ich podwójnej roli w Carlsbergu ks. Blachnicki miał się dowiedzieć na trzy tygodnie przed śmiercią. Informacje te dostarczył mu osobiście Andrzej Wirga z "Solidarności Walczącej". W zachowanym w IPN raporcie z 31 stycznia 1987 roku sporządzonym przez podpułkownika Andrzeja Makowskiego (oficera Wydziału XI Departamentu I MSW) możemy znaleźć informacje, iż duet "Yon i "Panna" zastał zdekonspirowany przez "Solidarność Walczącą".
Na dzień przed śmiercią, 26 lutego 1987 roku, ks. Blachnickiemu przedstawiono przekonujące dowody na temat agenturalnej działalności małżeństwa. To wówczas miał powiedzieć do swoich bliskich współpracowników, że "Gontarczykowie wykończyli Maximilianum". W dniu swojej śmierci – wedle relacji świadków – Blachnicki odbył burzliwą rozmowę z Gontarczykami.
***
Dr Grajewski: przed śmiercią ks. Blachnicki miał już pewność, że Gontarczykowie są agentami
- Przed śmiercią ks. Blachnicki miał już pewność, że Gontarczykowie są agentami. Nie wiadomo, co się stało z 2 mln dolarów, które miał dostać na swoją działalność. Jako przewodniczący Kolegium IPN w 2005 r. złożyłem wniosek o zbadanie wersji o otruciu księdza i przeprowadzenie śledztwa - powiedział historyk i dziennikarz dr Andrzej Grajewski.
2023-03-16, 08:38
IPN i prokuratura poinformowały, że ksiądz Franciszek Blachnicki, twórca ruchu "Światło - Życie" zmarł w wyniku zatrucia. Foto: Krzysztof Raczynski / Forum
- Bezpieka interesowała się ks. Franciszkiem Blachnickim od początku jego kapłaństwa. Pierwszy ślad inwigilacji pochodzi z połowy lat 50. ubiegłego wieku. Są to donosy na niego, gdy jako młody ksiądz wystąpił przeciwko pomysłowi popieranego przez komunistyczną władzę wikariusza kapitulnego diecezji katowickiej ks. Jana Piskorza dotyczącemu zwołania nielegalnego synodu, który zagrażał jedności Kościoła na Śląsku. W 1957 r. ks. Blachnicki utworzył Krucjatę Trzeźwości, która łączyła zasady katolickiego ruchu abstynenckiego z ruchem maryjnym. Bezpieka zauważyła ogromny sukces tego ruchu, dlatego w 1959 r. założyła na niego sprawę o kryptonimie Zawada. Dziś możemy stwierdzić, że ks. Blachnicki zawsze zawadzał komunistycznej władzy - powiedział PAP historyk i dziennikarz dr Andrzej Grajewski, redaktor "Gościa Niedzielnego".
Inwigilacja duchownego
- SB prowadziła inwigilację duchownego na każdym etapie jego życia i działalności: gdy w Katowicach tworzył Krucjatę Trzeźwości, gdy studiował i pracował na KUL w Lublinie, oraz w Krościenku, gdzie budował ruch oazowy, i wreszcie na emigracji - dodał.
Krucjata Trzeźwości, liczący ok. 100 tys. osób ruch społeczny, nie uszła uwadze władz komunistycznych, podobnie jak Oaza Dzieci Bożych, pierwsza duszpasterska działalność skierowana do młodzieży. Inicjatywa wychowania młodych ludzi w duchu wiary katolickiej, a także idea krzewienia trzeźwości poza strukturami i instytucjami państwa nie była akceptowana przez władze PRL. Na początku lat 60. komuniści zaostrzyli walkę z Kościołem, uderzono w Krucjatę Trzeźwości.
"Szkalowanie władzy"
W marcu 1961 r. ks. Franciszek został aresztowany za "szkalowanie władzy" i osadzony na cztery miesiące w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej 10a.
- To, że w PRL ks. Blachnicki trafił do celi tego samego więzienia, w którym wiosną 1942 r. oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci skazany przez Niemców, jest bardzo wymowne i symboliczne - podkreślił dr Grajewski. Po czterech miesiącach kapłan opuścił mury dawnego pruskiego więzienia.
Agenci lubelskiej SB inwigilowali duchownego podczas jego studiów i pracy na KUL. Otaczała go agentura werbowana zarówno wśród osób świeckich, jak i kapłanów z jego otoczenia. Działania bezpieki nasiliły się, gdy 31 października 1964 r. zakupił parter domu przy ul. Jagiellońskiej 100 na Kopiej Górce. W sierpniu 1965 r. duchowny dokupił drewniany dom z przyległą działką. Krościenko nad Dunajcem stało się centrum ruchu oazowego znanym w całej Polsce.
- W stosunku do ks. Blachnickiego SB zastosowała po raz pierwszy na tak dużą skalę działania dezinformacyjne. Bezpieka rozsyłała do biskupów "Samoobronę wiary", czasopismo wydawane przez Grupę "D" MSW, które sugerowało, że duchowny odszedł od Kościoła katolickiego i zbliżył się do ruchu zielonoświątkowego tak bardzo, że otarł się już niemal o herezję. Reakcje były różne, bo w episkopacie ksiądz nie miał zbyt wielu przyjaciół. Gdyby nie wsparcie kard. Karola Wojtyły, działania duchownego zostałyby być może zablokowane przez nieprzychylnych mu hierarchów - wskazał dr Grajewski, dodając, że działania dezinformacyjne nasiliły się po sierpniu 1980 r.
Rekolekcje
- SB odnotowała wystąpienie ks. Blachnickiego na podsumowaniu letnich rekolekcji oazowych we wrześniu 1980 r. Krytycznie ocenił w nim m.in. postawę episkopatu w trakcie sierpniowych strajków. Zaapelował, aby animatorzy oazowi angażowali się w Solidarność. Wtedy bezpieka przekazała do rąk kard. Stefana Wyszyńskiego list, jaki rzekomo ks. Blachnicki napisał do biskupa przemyskiego Ignacego Tokarczuka za pośrednictwem kogoś z najbliższego otoczenia prymasa Polski. Prymas, oburzony tonem tego sfałszowanego listu, wystosował pismo do bp. Tadeusza Błaszkiewicza, opiekuna ruchu oazowego i biskupa pomocniczego diecezji przemyskiej, w którym bardzo negatywnie oceniał działalność ks. Blachnickiego. Takich przykładów wyrafinowanych działań, mających skłócić ks. Franciszka z władzami kościelnymi, było dużo. Np. w kurii katowickiej agentura SB przekazywała bp. Herbertowi Bednorzowi spreparowane materiały, po to by wywołać w nim negatywne reakcje wobec ks. Blachnickiego - wyjaśnił badacz.
Emigracja
Ostatnie lata życia ks. Blachnicki spędził na emigracji. Trzy dni przed ogłoszeniem stanu wojennego znalazł się w Rzymie. Wówczas SB spreparowała negatywną opinię Jana Pawła II o duchownym. W marcu 1982 r. twórca ruchu oazowego znalazł się w polskim Marianum w Carlsbergu (RFN). Tworzył tam Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów i Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie.
Ponad wszelką wątpliwość inwigilacja księdza przez agenturę SB, a niewykluczone, że i przez służby innych krajów, np. enerdowską STASI, zaczęła się, zanim w 1984 r. w Carlsbergu pojawili się agenci wywiadu PRL - Jolanta i Andrzej Gontarczykowie. Dwa lata wcześniej, w maju 1982 r., w niewyjaśnionych okolicznościach celnicy NRD zatrzymali wysłaną przez księdza ciężarówkę z darami dla Polski. Podczas rewizji znaleziono w niej m.in. nielegalne wydawnictwa z Carlsbergu - tłumaczył Grajewski, dodając, że wiele wątków sprzed 1984 r. wymaga jeszcze zbadania.
Warto także wspomnieć, że 28 lutego 1983 r. Naczelna Wojskowa Prokuratura w Warszawie wydała postanowienie o przedstawieniu ks. Blachnickiemu zarzutów działania na szkodę interesów PRL, a więc przestępstwa mogącego być ocenianego jako zdrada kraju - przypomniał.
- Według planów wywiadu PRL małżeństwo Gontarczyków, jako tzw. nielegałowie, miało zbierać informacje wywiadowcze w środowisku chadeckiej międzynarodówki, jednak poznało ks. Blachnickiego, który zaprosił ich do Carlsbergu. Wzbudzali jego zaufanie - uchodzili za działaczy Solidarności. Istotny był również fakt, że opowiadali księdzu, że przeszli duchowe nawrócenie, to zapewne dodatkowo przekonało go do nich. Mieli dobrą, uwiarygodniającą ich legendę. Do ich obsługi skierowano oficera - rezydenta wywiadu PRL z Austrii. Spotykali się z nim w Salzburgu lub w Jugosławii - zwrócił uwagę dr Grajewski.
Drukarnia
W Carlsbergu ks. Blachnicki wyleasingował maszyny drukarskie i zorganizował drukarnię - Maximilianum, która miała finansować się z druku książek dla Polski i innych krajów komunistycznych. Kierowanie nią powierzył Andrzejowi Gontarczykowi, któremu ufał. Jednak kierowana przez agenta I Departamentu (wywiad) drukarnia nie przynosiła oczekiwanych dochodów. Około 1986 r. do środowisk emigracyjnych dotarła pierwsza informacja, że Gontarczykowie byli zwerbowanymi już w latach 70. współpracownikami SB z Łodzi. Przeciek pochodził z archiwum SB. Działacz Solidarności Walczącej w RFN, Andrzej Wirga, w lutym 1987 r. przekazał księdzu informację o przeszłości małżeństwa, lecz duchowny początkowo nie dał wiary ostrzeżeniom. W tym czasie Gontarczykami interesował się już niemiecki kontrwywiad Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), podejrzewając ich o działalność szpiegowską.
Agenci
- Tuż przed śmiercią ksiądz miał już pewność, że Gontarczykowie są agentami. Wieczorem 26 lutego w rozmowie z Gizelą Skop oraz Zuzanną Podlewską, które były z nim od początku jego działalności w ruchu oazowym, powiedział, że Gontarczykowie "wykończyli Maximilianum". Następnego dnia rano ksiądz odbył rozmowę z Gontarczykiem, po której wrócił wzburzony do domu. Zmarł, gdy położył się, by odpocząć po obiedzie. Doktor Reiner Fritsch przyjechał, aby go ratować, ale nastąpił zgon. Lekarz nie zlecił jednak wykonania autopsji. Za przyczynę zgonu uznał zator płuc. Taka wersja obowiązywała do wczoraj. Według relacji świadków na ustach zmarłego była widoczna piana - objaw typowy dla otrucia - wyjaśnił dr Grajewski.
Konto bankowe
Z ustaleń dr. Roberta Derewendy z IPN wynika, że pod koniec lutego 1987 r. na konto bankowe Carlsbergu miała trafić kwota dwóch milionów dolarów - dodał. - Albo Gontarczykowie je zdefraudowali, albo nigdy nie wpłynęły na konto. Na pewno pieniądze nie znalazły się na koncie Carlsbergu, nawet już po śmierci duchownego - zaznaczył dr Grajewski. - Wiele wskazuje na to, że śmierć księdza nastąpiła tuż przed momentem, gdy właśnie miały się skończyć jego problemy finansowe - zauważył.
Podczas śledztwa w 1987 r. niemiecka prokuratura potwierdziła, że bankructwo drukarni było wynikiem sabotażu.
- Wystarczyło np. źle ustawić parametry druku, by cała partia książek poszła na przemiał, a drukarnia zarządzana przez Gontarczyka splajtowała - wskazał dr Grajewski.
Wiosną 1988 r. Gontarczykowie przez Austrię, Jugosławię i Węgry wrócili do Polski. Tam udzielali wywiadów szkalujących zmarłego ks. Blachnickiego. Resort otoczył ich opieką. Otrzymali duże mieszkanie. W III RP Jolanta Gontarczyk należała do SLD. Była aktywna, współpracowała m.in. z szefową Kancelarii Prezydenta i przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Danutą Waniek. W 2004 r. - w okresie rządów Leszka Millera - pracowała na stanowisku zastępcy dyrektora Departamentu Administracji Publicznej w MSWiA. Kierowała pracami Zespołu ds. Koordynacji Strategii Antykorupcyjnej - przypomniał badacz.
Pobycie w Carlsbergu
- Gdy pierwszy opublikowałem w "Gościu Niedzielnym" artykuł o jej pobycie w Carlsbergu, zwolniono ją. Środowisko SLD jednak nie odcięło się od niej. Stanęła na czele Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum, które do dziś współpracuje z warszawskim ratuszem i otrzymuje miejskie dotacje. Obecnie Jolanta Gontarczyk posługuje się nazwiskiem Lange i jest wiceprezesem tej organizacji - wyjaśnił.
- Jako pierwszy przewodniczący Kolegium IPN w 2005 r. złożyłem na ręce prof. Witolda Kuleszy, ówczesnego szefa pionu ścigania IPN, wniosek o zbadanie wersji o otruciu księdza i przeprowadzenie śledztwa. Zainicjowałem je właśnie po relacjach o pianie na ustach zmarłego - podkreślił dr Grajewski.
Krucjaty Wstrzemięźliwości
Franciszek Blachnicki urodził się 24 marca 1921 r. w Rybniku. Jako żołnierz WP walczył z Niemcami we wrześniu 1939 r. Trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz. W marcu 1942 r. skazany na karę śmierci za działalność konspiracyjną przeciw hitlerowskiej Rzeszy. Oczekując na wykonanie kary, 17 czerwca 1942 r. przeżył nieoczekiwane nawrócenie. Ostatecznie został ułaskawiony i skazany na więzienie. Do kwietnia 1945 r. przebywał w obozach i więzieniach w Raciborzu, Rawiczu, Boergermoor, Zwickau i Lengenfeld (KL Floessenburg).
Po wojnie wstąpił do Śląskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia przyjął w 1950 r. Był założycielem i duchowym ojcem Ruchu Światło-Życie - jednego z ruchów odnowy Kościoła według nauczania Soboru Watykańskiego II, działającego dziś w ponad 30 krajach - oraz wspólnoty życia konsekrowanego Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła.
Inicjator Krucjaty Wstrzemięźliwości, założyciel Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów oraz Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji Światło-Życie, gdzie osiadł w 1982 r. w ośrodku polskim Marianum w niemieckim Carlsbergu. Zmarł 27 lutego 1987 r.
Dochodzenie
Do sprawy śmierci kapłana powrócono w marcu 2005 r. Pierwsze dochodzenie pionu śledczego IPN w tej sprawie umorzono w lipcu 2006 r. z uwagi na brak przesłanek dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Pod koniec kwietnia 2020 r. katowicki oddział IPN podjął decyzję o ponownym wszczęciu postępowania dotyczącego śmierci duchownego.
14 marca br. minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że prowadzone śledztwo wykazało, że ks. Blachnicki został otruty.
***
Ks. Blachnicki został zamordowany. Dr Derewenda: był śmiertelnym zagrożeniem dla systemu komunistycznego
- Ks. Blachnicki widział główne zagrożenie w zniewoleniu człowieka. Uważał, że jeżeli człowiek będzie wewnętrznie wolny, to system komunistyczny nie będzie miał właściwie nad nim panowania, że system komunistyczny legnie w gruzach i dojdzie również do rozkładu Związku Sowieckiego, w co głęboko wierzył. Ksiądz mówił, że jego koniec jest nieuchronny - mówił w Polskim Radiu 24 dr Robert Derewenda, historyk (KUL).
2023-03-14, 11:55
Ks. Blachnicki zmarł nagle w Carlsbergu 27 lutego 1987 r. Jako przyczynę śmierci wskazano wówczas zator płucny. Foto: FORUM
Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował we wtorek, że w wyniku prowadzonego śledztwa ustalono, że ks. Franciszek Blachnicki został otruty.
Dr Robert Derewenda komentował te ustalenia. - To informacja przełomowa, ale badając od lat akta i okoliczności śmierci ks. Blachnickiego, mogłem się spodziewać takiego wyniku śledztwa IPN. Ksiądz był człowiekiem sukcesu, z jednej strony utworzył masowy, a jednocześnie elitarny ruch oazowy w Polsce. W dwóch ostatnich dekadach komunizmu, w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, właściwie powstała wśród młodzieży moda na oazy. To był tak szeroki ruch, którego próżno by szukać w krajach komunistycznych w okresie przed powstaniem Solidarności, a można byłoby właściwie tylko porównywać do ruchu harcerskiego z dwudziestolecia międzywojennego - zaznaczył.
Historyk przypominał, że gdy ks. Blachnicki znalazł się w Republice Federalnej Niemiec, zapoczątkował działalność Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów. - To była organizacja, która stawiała sobie za cel wyzwolenie krajów Europy Środkowo-Wschodniej (…). Służba bezpieczeństwa, przyglądając się sukcesom księdza, przede wszystkim tego, że utworzył masowy Ruchu Światło-Życie, mogła przypuszczać, że również Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów osiągnie sukces i właściwie w tym momencie ksiądz stał się zagrożeniem nie tylko dla komunistów w Polsce, ale dla Związku Sowieckiego - podkreślał.
- Patrząc na działania służby bezpieczeństwa, można powiedzieć, że "doceniła" ona księdza Blachnickiego, spodziewała się bowiem, i słusznie, że jest śmiertelnym zagrożeniem dla systemu komunistycznego, w związku z tym nie tylko tropiła księdza Blachnickiego, nie tylko go inwigilowała, ale również podejmowała szereg działań dezinformujących i takich, które miały na celu powstrzymanie jego działalności.
Posłuchaj
Prezes IPN o ks. Blachnickim: był jednym z najbardziej represjonowanych w czasach PRL duchownych
- Całą działalność społeczną, misyjną ks. Blachnickiego możemy dziś nazywać wychowaniem do wolności po systemie totalitarnym. To jego wielka zasługa, płacił za to ogromną cenę. To jeden z najbardziej represjonowanych duchownych katolickich w czasach PRL - oświadczył prezes IPN dr Karol Nawrocki.
2023-03-14, 10:48
Dr Karol Nawrocki: ks. Blachnicki był represjonowany administracyjnie, inwigilowany, poddawano go działaniom operacyjnym, dezinformacyjnym i dezintegrującym. Foto: IPN
Prokuratura Krajowa poinformowała, że w toku śledztwa udało się ustalić, iż ksiądz Franciszek Blachnicki - założyciel Ruchu Światło-Życie - został zamordowany. Na wspólnej konferencji z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro i prezesem IPN Karolem Nawrockim prokurator Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, powiedział, że ks. Franciszek Blachnicki został otruty.
Dr Nawrocki: ksiądz Franciszek Blachnicki został zamordowany 27 lutego 1987 roku
- Po wielu latach konsekwentnego domagania się prawy historycznej, z jednej strony przez historyków, odważnych publicystów, po wznowieniu śledztwa przez prokuraturę Instytutu Pamięci Narodowej i Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, przy doskonałej współpracy z panem ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro, dzisiaj wiemy, że ksiądz Franciszek Blachnicki został zamordowany 27 lutego 1987 roku. Tę wiedze powzięliśmy po niemal 35 latach od śmierci tego wielkiego kapłana - powiedział dr Karol Nawrocki.
Jak zaznaczył, "w wyniku gry operacyjnej" PRL-owskiego wywiadu, w najbliższym otoczeniu duchownego umieszczono "dwójkę zdeterminowanych, perfidnych i doświadczonych agentów komunistycznych służb", czyli Jolantę i Andrzeja Gontarczyków. Jak zaznaczył Nawrocki, mieli oni "ostatecznie zniszczyć księdza". - Później nastąpiła śmierć, zabójstwo ks. Franciszka Blachnickiego - zaznaczył.
***
+
Anioł w kapłańskich szatach
Dziwnym przeznaczeniem losu,
w tej samej celi więziony,
przez Niemców i komunistów.
Tam przyszła Boża łaska
i powołanie do kapłaństwa.
W Oświęcimiu przyżekł Matce Bożej, że jak ocaleje z tego Piekła,
to poświęci się służbie kapłańskiej.
Słowa dotrzymał i stał się Apostołem polskiej młodzieży.
Ruch Światło-Życie uratował tysiące młodych istnień przed zniewoleniem komunistycznym.
Miałem tą łaskę spotkać tego wielkiego Kapłana na Kopiej Górce w Oazowym Centrum Oazy.
To był Anielski duchowny i niestrudzony Pasterz młodych owieczek w tych mrocznych czasach komunistycznego terroru i bezprawia.
Nigdy kochany Profesorze Cię nie zapomnę i wciąż noszę z pietyzmem w swoim sercu.
Sługo Boży błogosław Polsce.




Ja poznałam ksiedza Blachnickiego tylko przez Ruch Światło-Życie. I za tę formację mojej wiary jestem mu bardzo wdzięczna.
OdpowiedzUsuń